Maga Yoga

Maga Yoga

poniedziałek, 19 maja 2014

Ego

Się rozrosło
Wypięło wielki zielony brzuch
Połyskuje naciągniętą skórą
Z dużej paszczy cieknie lepka ślina
Gardło małe i wąskie, więc jeść musi ciągle
Bo głód wiecznie nienasycony.

Ja ja ja JAAAAAAAA!
Tylko kurrrrwa ja!
Zejdź mi z drogi motłochu
Muszę mieć miejsce, żeby przejść
Bo taki gruby
Jestem
Ważny
Jedyny
NAJLEPSZY!

Nie obchodzi mnie nikt
Absolutnie nikt
Poza
MNĄ















I co ja mam teraz z tobą zrobić?
Pokochać?
Ukochać?
Wysłuchać?

Brrr, ale ty taki brzydki jesteś,
Jakie to trudne,
Jak tu ciebie polubieć?

No chyba sobie chwilę posiedzieć muszę
Przy sobie
Ze sobą
Utulić
Przytulić
Ukochać...

- dzień dobry panie Ego
- no co jest, kurwa???
- zwróciłam uwagę, że pan ma taki elegancki garniturek, gdzie pan się zaopatrza?
- no tam, kurwa, na targu szmulkowskim, a co???
- oh, ja też tam często chodzę, dobre tam rzeczy mają co? I po cenach przystępnych...
- no tak, źle nie jest... Kurwa...
Ego sapie. Przysiada na ławeczce, ławeczka skrzypi.
Wzdycha, beka, twarz mu się jakby lekko rozluźnia.

- niedobrze jest kurwa...
- coś pana boli?
- noooo.... Bo to kurwa dobrze nigdy nie jest, ciągle coś jest nie tak, ciągle trzeba, muszę, powinienem. I głodny jestem, i jeszcze nie jest dobrze, nie jest tak jak ma być, jeszcze, jeszcze, jeszcze NIEEEE!!! Wściekły kurwa taki jestem, i brzuch mnie boli, i gazy mam ciągle, serce niedomaga. I w ogóle odpocząć nie mogę, bo tyle kurwa jeszcze do zrobienia i gonię, gonię, gonię ten cały pierdolony spokój, i go kurwa nie ma, bo coś trzeba zrobić, a jak zrobię, to nowe zrobić trzeba. I jeść, jeść, jeść mi się chce, ciąąągleee!!!

Ego zaczyna głośno ryczeć, wyje jak rozkapryszony monstrualny bobas.
Z nosa mu gluty ciekną, brzuch się trzęsie, ławeczka rozpada...

- Chodź tu grubasku do mnie, przytulę cię do moich dużych piersi, pogłaszczę po głowie. Bicia mojego serca sobie posłuchasz. Się jedno bicie z naszych dwóch zrobi. Popłyniemy w dal jak nieprawdopodobna para nierealnych kochanków.
Kołysankę ci zaśpiewam:

Mysiu, kizi, glutogrzyb,
Astro, flamastro, superstar!
Pierdu, merdu, triluBUM!
Śmyru, miziu, love
YOU!

Przypłynęła Chmurka Kiziulka
Zaprosiła nas na pokład.
Wdrapaliśmy się,
Ego nie bez trudu
Sapiąc nieludzko,
Na puchaty
Pojazd anielski...

I wio do Boga!


CDN...

Księżniczka Leia i Dżaba


sobota, 10 maja 2014

Rudera

Spotkać ruderę w sobie
Ciemny dom, gołe cegły
Wilgoć, chłód, rośliny,
Ciało kamienia.

Serce zrobione z mięśnia
Przez Pana Boga
Dla Pani Magi
Na
Swoje
Podobieństwo

Kręgosłup ze stuletnich belek
Opieram mięśnie na nim
Gospodaruję pokoje
W pokoju
Ducha

Lubię gdy jest ciepło
I wiję swoją wężową
Istotę po ziemi
Szurając brzuchem
Po mokrych grudach 
Wącham gałązki, liście, grzyby.


Napotykam 
Ukochanego


Kłaniam się
Królu mój,
Obmywam Twoje
Stopy.
Ciało
Nacieram olejkami
z Indii.

Potem
Zatańczę 
z Tobą
Szanując
Granice
Obok
Blisko
Daleko
(tylko po to, żeby wracać do Ciebie)
Owinę swoje ciało
Wokół Twojego
Ty owiniesz swoje
Wokół mojego
Ego

Ergo
Rudera
Gdera
Gerard

Skupić się na sercu
Dać się
Kupić Jemu
Odkupić grzechy
Sprzedać się
Puścić
Odpuścić
Pustka
Stuka
Sztuka
Do
Drzwi
Pulsujących
N A M I Ę T N O Ś C I Ą



czwartek, 8 maja 2014

Dwie Dziewczynki

obraz Aleksandry Waliszewskiej

Przyszły do mnie
Z zakrwawionymi rękami
Rozczochranymi lnianymi włosami
Pachnące dzikością, wolnością, mokrą skórą.
Szczupłe dojrzewające ciała
Między dzieckiem i kobietą

Dzikie zwierzątka
Nieskrępowane w wyrazie
Potrafiące się bawić
I kochać do upadłego

Namiętność w każdym porze skóry


W czarnym lesie czający się potwór

Gwałt
Ból
Ryk rozpaczy

Walka, do ostatniego tchu
Z największą mobilizacja drobnych mięśni
Drapanie, kopanie,
Wrzask

Zabiję, zarżnę, zadławię
Powieszę twoją skórę jak łup
Na ścianie w salonie
Zjem serce

Biegnij, biegnij, biegnij moja
mała Bohaterko.
Gdy się przewrócisz wezmę cię za rękę,
Będę niosła w ramionach,
Nigdy w życiu Cię nie zostawię,
Będę z tobą KAŻDYM kosztem
Jesteś mną
Moim ukochanym kawałeczkiem.
Miłość jest tak wielka,
Że roztapia
(Bardziej
Niż)
Wszystko

Kruszyno, płacząca z bólu, zimna
Oszalała z rozpaczy.
Rozumiem, 
Bądź taka,
Pozwól ranie się w swoim czasie
Zagoić.
Na otwartym bólu.
Nie boimy się go.
Niczego się nie boimy.

Więcej niż odwaga

Więcej niż siła

Miłość poza słowem miłość

Czy serce może bić mocniej niż najmocniej?

Pragnę Cię
Pragnę Się
Jestem
Mocą
Nocą
Czernią
Krwią

Kwiatem


Zmęczone stoimy na wzgórzu
Widzimy Arunę
Czerwoną Górę
Za nami Czarny Las

Patrzymy w dal
Oddech uspakaja się
Serce wyrównuje swój rytm
Zapadamy się w
Ciszę

Gruby
Wąż
Owija nas w znaku
Nieskończoności


W oddali słychać
Pędzący pociąg
A Ja jestem z Tobą
Ja jestem Tobą
JaTy

Pełnia
Pasja
Dziki
Śmiech
Rozwiewa ciemności
Rozwibrowana Srebrzystość 
się 
rodzi
godzi
jest

Głaszczę złote włosy dziewczynki
Zlizuję pot mieszający się z krwią
Płaczemy i śmiejemy się
Zasypiamy
Budzimy
Idziemy

Kró love 






poniedziałek, 5 maja 2014

Tęsknota za tym czego nie ma

Samo to zdanie wydaje się być bez sensu.
Jak można tęsknić za tym czego nie ma?
Jak nie ma to nie ma.
Nigdy nie było i nigdy nie będzie.

Jak laser nakierowuję
Cała się Całości
W całości
Ja

My nie przejmujemy sie nikim
Nie dbamy o nikogo
Nikt nas specjalnie nie obchodzi
Poza
Sobą

Zmęczona słowami
Teoriami
Prawdami
Uczuciami
Falami

Się dzieje
I co z tego.
Znów dół
Mnie dopada
Chociaż nie za bardzo
Bo ciepło jest
Bezpiecznie
W miarę.
Bo bezpiecznie nigdy tak do końca nie jest.
Poczucie przemijalności i nietrwałości
Dobijające.
Moje delikatne ciałko
Umierające
W tępie swoim
Nieuchronnie
Rozkład się dzieje.

Dreszcz podniecenia
Ot tak
Znienacka
Bez przyczyny
Obiektu
Sprawcy
Odbiorcy.

I już nie ma.
Nigdy nie było
I nigdy nie będzie

Jezuuuuu
Wycie rozpaczy.
Jak wy wogóle możecie tak siedzieć
I rozmawiać, tańczyć, jeść?
Przecież świat się kończy!
Umieramy!
Nikt nie przeżyje!
Nikt, absolutnie nikt!
No ale może właśnie to ma sens,
Udawanie, że nic się nie dzieje
Bez końca,
Tylko że tak to nie ma wyjścia
A chyba wyjście gdzieś musi być, prawda?
Jakaś jasna odpowiedź jak lśnienie,
Anioł
Czysta
Istota.

Gdzie jesteś?

Dzieci pamiętają
Krótko.
Po kilku latach
Kształtuje się
Osoba.

Co robić mój jedyny Kochanku?
Ty, który kochasz mnie prawdziwie
Jedynie
Niezawodnie?
Przytul,
Utul,
Zadbaj,
Całkowicie.

Brak

Ból

B Y Ć


sobota, 19 kwietnia 2014

Bidulka

Już dawno chciałam napisać o takiej Postaci,
Która jest mi znana
I boli teraz.

To taka sierotka, chodzące nieszczęście
Pełne wstydu, potrzeby schowania się.
Czująca, że na nic nie zasługuje.
Mało tego - czekająca na cios,
Który bez walki przyjmie,
Bo zasługuje na całe zło tego świata.
Żyjąca w ciągłym niedosycie,
Nędzy, w podartych starych ubraniach,
Bez domu, rodziny, bliskich.
Dająca radę. Bo zawsze radę sobie daje,
Jednak z zastygłym smutkiem w oczach,
Poczuciem bycia starą i nieatrakcyjną,
Żyjąca ledwie ledwie, nic nie czująca,
Głodu, zimna, ciepła, potrzeb,
Chodząca powoli, mówiąca cicho,
Bez żadnej nadziei...

- Witaj, jak masz na imię?
- Genowefa.
- Czy mogę przy tobie usiąść?
Smętnie kiwa głową.
Siedzę przy niej cicho, czuję jej ciepłe ciało obok. Delikatnie bijące serce. Szare, proste ubrania. Szczupła sylwetka, duże oczy. Bezwiekowość.
Wyczuwam oddech bidulki i zaczynam oddychać razem z nią, podłączam się do jej fali, wdech, wydech, wdech...

- Co mogę dla Ciebie zrobić?
- Nie wiem...
- Czy mogę cię przytulić?
- Chyba tak.
Genowefa wzrusza ramionami.
Okalam ją ramieniem. Gładzę delikatnie po plecach.
Przestaję gdy czuję, że już nie trzeba.
Genowefa mówi:
- Nie wiem czemu jestem na tym świecie. Mogłoby mnie równie dobrze nie być. Nikt by nie zauważył. Może urodziłam się po to, żeby cierpieć? Nie wiem. Po co jestem kobietą? Nie rodzę dzieci, nie mam rodziny. Nikt mnie nie potrzebuje. Za to żyję z ciągłą tęsknotą. Tylko nie wiem za czym nawet. Ta tęsknota rozrywa mi serce, więc wybrałam nie czuć, bo czucie za bardzo boli. Kiedy nie czuję, pozostaje wstyd, że żyję, że coś mam, chociaż przecież mam tak niewiele. Zwieszam głowę, mówię cicho, bo gdybym pozwoliła sobie na czucie, życie, to byłabym... tak naprawdę to nawet nie wiem jaka bym była, bo to tylko byłoby gdybanie. Nigdy jeszcze nie żyłam.
Chwilami oddycham tak powoli, a procesy życiowe są tak słabe, że nie wiem jak to możliwe, że nie ustają same z siebie.

- A może taka masz być? A może taka jesteś doskonała? A może jesteś po to aby siedzieć, oddychać, robić rzeczy powoli, jeśli masz na to ochotę, albo zupełnie nieprzewidywalnie, i, zdawałoby się, bez sensu. Bo wiem, że do tego też jesteś zdolna.

Bidulka wzdycha...
- Tak.
Trochę się uśmiecha.
- Jestem taka trochę mocno dziwna. Nie da się mnie upchnąć w żadne ramy, bo kopię i gryzę. Już tylu próbowało... (bidulka cicho chichocze), a ja i tak swoje. Moja droga życiowa wygląda jak ślad po pijanym wężu. Nie wydaje mi sie, żeby miało być kiedykolwiek inaczej, bo tak mi dobrze i rozkosznie, ale... Tak mi też czasem bidulnie, szaro i smutno...

A kiedy mi tak bidulnie i smutno, to siądę sobie wtedy w tej mojej biedzie, szarości i poszarpaniu z tobą, bo ty zawsze jesteś, prawda?

- Zawsze, zawsze, do twojej dyspozycji królowo Genowefo!

- No dobrze, to ja czasem muszę sobie tak pomarudzić i opowiedzieć ci moją historię, bo ona składa się z wielu odcinków, bogata jest, nudna chwilami, innym razem porywająca.
Długo usta miałam zamknięte, bo nie wiedziałam, że jest ktoś, kto słucha.

- Tak, jestem i słucham.

Genowefa wstała. Bardzo powoli. Zagwizdała na dwóch palcach i znikąd wybiegł silny biały koń bez siodła ani uzdy, wolny i nieskrępowany. Genowefa lekko wskoczyła na niego. Pogładziła grubą ciepłą szyję konia, szepnęła mu coś do ucha. Oparła się na szerokim grzbiecie, uśmiechnęła z zadowolenia, przymknęła duże oczy jak zaspany kot, mrugając filuternie jednym z nich do mnie.
Doprawdy, dziwaczna z niej istota...
Poczułam zalewającą mnie miłość do niej. I wzruszenie.
Jaka ona fajna jest. Bidulka, a taka potężna swoją bidulowatością.

Pogalopowali, w siną dal...
Wróci gdy będzie na to miała ochotę.
I to jest bardzo OK dla mnie.

Śniadanie w Białowieży

Siedzę w słońcu i czekam na śniadanie.
Przede mną zielona łąka, jezioro
I dziewczynka rzucająca na wiatr papierowy samolot.

Dziewczynka ma grzywkę i kucyk.
Ma na imię Weronika.

Ja mam długie mokre włosy,
Które schną na słońcu.

Ciepło na twarzy.
Pełny brzuch
Jak u Ganeszy - Boga z głową słonia.
Kupiłam jego ciężką metalową podobiznę
U ulubionego sprzedawcy z Tiruvannamalai w Indiach,
Który zawsze szeroko się uśmiechał na mój widok,
Dotykając otwartą dłonią swojego serca.

Biegłam odłożyć mój nowy zakup do pokoju hotelowego
Na dole stał M.
Zatrzymało nas to Coś
I stanęliśmy jak wryci.
Pokazałam mu figurkę.
M wziął ją do ręki i zaczął gładzić wystający brzuch Ganeszy palcem.
"Duży brzuch oznacza, że nigdy niczego mu nie potrzeba. Jest zawsze najedzony, zadowolony, pełny..."

Niczego mi nie potrzeba.
Tak to tak to
Tak, klik klak
Stukot kopyt grubego białowieskiego konia na kamiennej drodze.
Wyrastają młodziutkie liście z drzew,
Bo w ich pniach jest odżywcze mleko,
Które ma wszystko, żeby zakwitł kwiat,
Rozwinął się szeroki zielony liść.
Położę na nim serce i będę patrzeć jak bije
W rytm oddechu Świata/Boga

Tak to tak to tak, doskonały boski dniu
Kiedy ja ostatni raz wygrzewałam się na słońcu?
W Indiach było na to za gorąco.
W Polsce za zimno.
A teraz jest idealnie.
Się grzeję, wystawiając na ciepłe powiewy wiatru
Gruby pełny brzuch

Ganeszy


czwartek, 17 kwietnia 2014

Tru dno

Dół
Mam
Nie mam
Nie wiem

Gonię promienie słońca
Ciepłe powiewy wiatru
Żeby móc rozluźnić zmrożone mięśnie
Zaciśnięte szczęki
Odetchnąć

Rozleniwić się w
Nieskończoności
Ponownie.
Jak to wogóle możliwe
"Ponownie"
"Nowy"
"Stary"

Nie ma czegoś takiego
Ale żeby móc się porozumiewać
To korzystam z tych kalamburów
Gburów, wygibasów, grubasów...

Żałoba
Jest
Pies
Ludź
Byli
Bli sko
i znikli
Ot tak,
Jak sztukmistrz robiący pstryk palcami w ciasnych białych rękawiczkach.
Pstryk!
Okrutne i nieubłagane
Odbija sie echem
Pstryk!
I nie ma.
Słodki biały króliczek
Znikł
Został
Czarny cylinder
Dziura
Pustka
Zimno
Ciężar
Uffff....

Jak to zrobić,
Żeby już nie bolało.
Wyciąć sobie serce nożyczkami?
Podłączyć do maszyny czyszczącej twardy dysk mózgownicy?

No nie
Tego nie zrobię
Nawet jakbym mogła.

Zrobię sobie miękkie dobre miejsce
Dla
Siebie
Cierpiącej
Rozsiąde w swoim
Dole
Jak na luksusowym tronie
I w nim
Utonę
Świadomie
Porwę się
Temu filmowi
Serialowi,
Którego nie potrzebuję ściągać z nielegalnych stron www...

Widz
Telewidz
Patrzy
Uszami
Strzyże

Wszystko mi już je dno
Niech się zrealizuje twardy beton upadku
Na moim nietrwałym ciele
Odbije pieczęcią
Pojawi się
Znamię
Dowód
Życia

Ufam
Niezmordowanie
Niezniszczalna
Jestem