Maga Yoga

Maga Yoga

środa, 13 sierpnia 2014

Indie i Zen

Odkrycie:
Założyłam sobie,
Że relacja dzikich, nieokiełznanych Indii, rozlanych jak bezgraniczna kobieta/woda
Z kostycznym, twardym, męskim i pełnym ścisłych form Zen,
To relacja niemożliwa,
Będąca ciągłym napięciem, konfliktem,
A równocześnie boleśnie nierozerwalna.

No cóż, taki zapodany mi został wzorzec, gzieś tam, kiedyś tam
Trudno...

OM MANI PADME HUM

Tymczasem:
Indie to nie tylko całkowity brak reguł, niepodporządkowywanie się, wolność, rebelia.
Zen to nie tylko sztywne zasady, czystość, ład, jasność.

Słońce nie istnieje bez księżyca.
Księżyc nie istnieje bez słońca.
Jedno odbija się w drugim,
Kosmiczna
Miłość
Siva Shakti


Uspokajam się.
Podział stworzony w mojej głowie, powoli się roztapia.
I Jednym,
uzupełniającym wzajemnie,
się staje.


Odrzucam kontrolę.
Rozluźniam się w bełkocie myśli.
Kolejna koncepcja, pomysł, fantazja.
Istnieją tęcze ze srok trzymających się za ogon, latające święte krowy, kowboje i boginie,
Tak samo jak wiatr, mokra trawa, ból w plecach, uczucie rozdrażnienia, zalewającej miłości do wszystkich i wszystkiego, szalejące energie w ciele oraz nuda.
A równocześnie żadna z tych rzeczy nie istnieje.
Niczego nie ma, i to jest potwornie bolesne,
Bo wyzwalające,
A wyzwolenie boli,
Bo nie jest takie jakie sobie wymyśliłaaaaaaam!!!

Płaczę jak dziecko, które nie dostało zabawki jakie sobie wymarzyło.
Świat się wali.
Nie ma niczego, absolutnie żadnej myśli, na której mogłabym się oprzeć.
Kwiaty z powietrza nie pachną, nie mają faktury, koloru, smaku.

Mistrz Chi Chern się śmieje.
Mam ochotę walnąć Go w głowę, a równicześnie przytulić do serca jak Ojca,
I rozbeczeć się jeszcze bardziej...

Więc ryczę, to jednak boli dłużej niż sobie założyłam,
Serce pęka na tysiące kawałeczków.
Pęka i pęka,
A (ja) wdrupuję się na górę,
Przez (siebie) obraną trasą,
Przez krzaczory, wąwozy, bajora, łąki,
Na przełaj,
Czasem zasnę w jakiejś ciepłej jaskini,
Wrócę do podnóża Góry,
pofantazjuję (sobie),
Ogień rozpalę, wymasuję zbolałe ciałko, piosenkę zanucę...
A gdy się wyśpię,
To znów w górę, w dół, w kółko.
Taki mam styl
i już

OM MANI PADME HUM

Chłopak z Berlina, z którym wycieram codziennie sterty gorących naczyń wyciągniętych z wyparzarki,
Podnosi, wytatuowaną w czaszki i piekielne kwiaty ręką ćmę, leżącą koło talerzy i wystawia za okno, żeby mogła przeżyć.
Ćma rozpościera szaro brązowe skrzydełka i odlatuje robiąc zygzaki na tle zieleni drzew za oknem.
Chciałoby się wypowiedzieć głośno: jak pięknie!
Tymczasem już te słowa zabijają
Ćmę
Lot
Drzewa


Pisanie bloga to z góry skazana na porażkę próba uchwycenia życia,
Bywa, że i piękna to porażka,
Bywa, że niepiękna,
Lub nijaka...


OM MANI PADME HUM

Amitabha Pure Land Paradise Thangka

wtorek, 29 lipca 2014

Miłość

A jakby tak się zakochać w sobie po same koniuszki uszu,
Przestać "robić zakochiwanie się",
Bo jak to w ogóle możliwe,
Jak jest się tą energią,
Rozrywającą na strzępy każdy koncept,
Rzecz, przekonanie

Wszystko!

Kurczę ale to niesamowite, wystarczy usiąść,
Gdziekolwiek, kiedykolwiek, w każdej chwili,
Poza chwilą, poza czasem, poza miejscem,
Jak tu nie utonąć we łzach zachwytu
Nad tym, że teraz, właśnie teraz

Żyję!

I mam prawo się złościć, oceniać i pragnąć,
I w ogóle wszystko mi wolno,
Bo jestem wolnością!
N I E S A M O W I T E
Kurwa, totalnie niesamowite.

Orgazm
Rozkosz
Spokój

Słońce pali
Deszcz schładza
Ziemia pokrywa ciało
Powietrze jest skrzydłami, na których latam

Lato
Lew
Lubię

Tak się składa, że ta przygoda nie ma początku, końca ani trwania.
Rozwój dzieje sie w nieskończoność.
Wystarczy
(się)
Rozluźnić


sobota, 5 lipca 2014

Tiszert

Ostatniego dnia wiosny zostawiłam tiszert z obrazkiem przedstawiającym młodą dziewczynę z grzywką i długimi włosami, w domu u przyjaciółki z lat dzieciństwa.

Mam 40 lat
I robię porządek w szafach.
Wyrzucam dawno za ciasne koszulki.

Uczę się szanować ciało,
Bo już za bardzo nieznośny staje się ból,
Powodowany niedopasowanymi stanikami, za ciasnymi spodniami, pośpiechem, bylejakością,
A najbardziej to ból wynikający z nienawiści do siebie...

Doprawdy, to najbardziej, zdawałoby się, nieprawdopodobna sytuacja,
W której nienawidzę siebie.
Jak to się stało?
Kiedy tak sie stało?
Kto zaczął?
Kto winien?
Pytania bez odpowiedzi, ładunku, sensu bytu...

Nawet na coś tak nienaturalnie dziwacznego jak "nienawiść do siebie"
we Wszechświecie jest miejsce.
Rozbrajanie bomby bólu,
Roztapianie w ciepłej rzece łez,
Kosmiczna pralka,
Wyżymarka,
Szalony pęd
Miłości.


Jestem Istotą Boską
Diaboliną
Kurtyzaną
Latawicą.


Głaszczę swoje piersi i płakać mi sie chce
Z zachwytu nad nimi.
Są takie miękkie, ciepłe, delikatne, żywe...
Mruczę z zadowolenia, wyhamowuję tempo ruchów, działań, idę niespiesznie...
Tam gdzie chcę, jak chcę, kiedy chcę.

Zapalam świece, okadzam szałwią, buduję ołtarze,
Same się budują,
Pokłon się dzieje,
Przed
Sobą
Nagą

Największą.

Dziękuję Joni
Wyrażam szacunek
Jej sile, mądrości
Nieskończoności
Różowym płatkom.

Mięsień Serca
Skrzydła płuc
Fale
Skrzydła
W górę, w dół
W górę, w dół
W górę, w dół

Taniec w ciszy
Muzyka ciszy
Szelest liści,
Głos dziecka,
Skrzypienie podłogi,
Kapanie wody...

Plemię,
Bezpieczne ciepłe miejsce,
Ludzie,
Stopy, kolana, biodra, kręgosłup, łokcie, dłonie, głowa
...

DZIĘKUJĘ ZA TANIEC 


www.magasztuka.blogspot.com

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Ogarnianie

(się)

Byłam u szamanki
Powiedziała, że jestem jak pralka,
Tyle we mnie wiruje.

Ani źle to ani dobrze.

Lęk.

Bo tracę wszystko
Ale to co innego
Niż strata portfela, np.
To inna strata.

Chcę jej bardzo, bardzo, najbardziej!

I się boję jak jasna cholera...

Wszechświat nie chce (się) zatrzymać
Nie chce (mnie) zatrzymać.
Głębiej, głębiej, głębiej...
Czy kiedyś skończy się to spadanie?

Alicja
Leci
I czyta nalepki na kolejnych flakonikach,
Dziwniej i dziwniej,
Coraz dziwniej...

To nie ja wybrałam takie życie
Się wybrało
Samo
Z siebie.
Fuck!

Ciało się starzeje
Ja (tzn kto???)
Młodnieję

W nieskończoność

Oddychaj do serca
Serce
Serce
Serce
Wolność
Wolność
Wolność

MOC

Bębni nade mną mała ciepła kochana kobieta
Potężna Szamanka
Jak ona pięknie pachnie
Jej ciepłe dłonie na moich oczach
Od po czy wa ją

Za dużo tej energi, nie uniosę, ciało się rozpadnie!
Uniesiesz, jest tyle ile ma być
Mówi mi Ona
I zamyka pempek
Dłoń na sercu kładzie

Jednym uchem słyszę śpiewy z hinduskiej świątyni
Drugim zawodzenie poruwiańskiego szamana
Jing i Jang - relacja doskonała.
Siedzę pod czerwoną górą
Przytulam do serca synka
Pozwalam mu odejść
Nie jest łatwo
On odrodzi się w innym ciele,
Nie moim.

Córeczka
Jest - tak czuje Ona - kaskada złotego światła.
Łzy wzruszenia.

Dla Wszechświata nie ma czasu
Szamanka pstryka palcami.
Jest tak: pstryk!
I już
Masz!


Po Ja Dę
Do Pe Ru


Ruina
Runo
Rude
(ru)Ja

Śpiewa szamanomnich
A ja nic z tego nie rozumiem
I chuj
Dobrze mi z tym.
W siwy dym idę
Jak
Jedno
Rożec
Rzekł:
Tak
Alicjo
Magiczno
Ekstatyczno
Się poddaj galopowi

I doceń swoją wielkość
w KOŃcu!



by Janelle-Dimmett



niedziela, 22 czerwca 2014

Kochanka

Czarna ukochana,
Lodowata, jedyna, żywa tak bardzo,
Że nie do uniesienia na ludzkich barkach
Nawet tych najsilniejszych...

Jak ja Ciebie pragnę,
Jak bardzo się boję,
Trzęsę się z przerażenia nawet gdy widzę jedynie rąbek Twojej szaty.
Nie wyobrażam sobie zobaczyć Twoich oczu,
Bo czuję, że spaliłyby mnie na popiół.
Jesteś poza śmiercią,
A boję się Ciebie prawie jak jej,
Śmierci jednak nie pragnę,
A z Tobą chcę się zespolić totalnie
I z lęku przed Twoją siłą,
Szukam Cię w ludzkich
Kochankach,
Przyjemnościach,
Duchowych uniesieniach
(chociaż nie ma już, i nigdy nie było, wiary w ich znaczenie)

Duchowość jest szczerym, prawdziwym, autentycznym wejściem w rzekę życia,
Poza lękiem, uprzedzeniami, myślą.
Jest Miłością.
Po to, żeby zobaczyć, że to cudownie doskonała brama,
Której nie ma,
Bo raju nie ma,
Tylko ten pęd
Ta szaleńcza kosmiczna jazda,
Której już nic nie może zatrzymać,
Gdy się ją raz poczuło...
Się żyje
Miłością
(która nie ma nic wspólnego z tym co ktokolwiek kiedykolwiek o miłości się dowiedział, nauczył, przeczytał, doświadczył...)

Wyginam się w kabłąk,
Doświadczam kolejnej katastrofy,
Ciało ma wszystkie pytania i odpowiedzi w sobie, boli, czuje, zmienia formę,
Bezustannie.
Patrzę w niebo
(bo tak bardzo zachwycają mnie przepływające po nim chmury)

Otwieram klatkę piersiową
Klatki likwiduję
Kompletnie
Aż serce pochłania
Jabłonie
ja płonę
(płonięcie jest też czymś innym niż wcześniej mi się zdawało...)


i zostaje tylko Ta
n i e z a l e ż n a

Madonna Ostrobramska
Czarna Madonna Częstochowska





sobota, 21 czerwca 2014

Myśl

Zastanawiam się nad taką rzeczą:
Czy myśl może nie składać się ze słów, zdań, liter?
Jaka jest natura myśli?
Czy powstaje jeszcze przed słowem?
Wygląda mi na to że tak.
To jakoś mocno otwierające, nowe. Miałam jednak przekonanie, że myśli to ciągi zdań powstających w głowie, a przecież tak nie jest!

Czym jest myśl?

Myśl jest chyba wszystkim co widzi, rozumie, rozpoznaje umysł.
Więc zarówno patrzeniem, czuciem, emocją...
Ale w takim razie czy istnieje coś poza myślą?
Wydaje się, że tak, wciąż to gdzieś słyszę i jest we mnie wiara, że tak jest, ale...
Czy przypadkiem ta wiara, że jest coś poza myślą, nie jest kolejną myślą???
Oczywiście, że tak...
Więc co robić???
Poddaję się.
Tylko jak się poddać, żeby ponownie nie zanurzyć się w znanego mi doła, beznadzieję, mizerię żywota tego... ?

Mam teraz takie marzenie, żeby był ze mną ZAWSZE świadek, żebym mogła iść w proces, wiedząc, że On obok jest, wie, widzi, wspiera...

Gdzie znaleźć takie bezpieczne miejsce, w którym mogłabym się rozluźnić, puścić, być?
Czy aby na pewno robię to co chcę?
Nie wiem...
Czy robienie tego co chcę, spełnianie potrzeb, to dobra droga?
Czuję, że tak.
Co jest wobec tego co powstrzymuje mnie przed kroczeniem nią?
Czy powstrzymywanie przed robieniem tego co chce, nie jest właśnie robieniem tego co chcę???

Ucisk w gardle, mordercza energia, kat...
W niej jest moc, potęga, siła, ale na teraz zalewa i przeraża tak mocno, że wolę się do niej nie zbliżać.
Powoli, ostrożnie, w swoim czasie...

Wszystko już wiem.
Nauczyciela nie potrzebuję.
Ta wiedza zawsze ze mną jest.
Świadka chcę.
To Tak.

piątek, 13 czerwca 2014

Głęboko

Kto nam kiedyś wcisnął brednie,
Że może być jakieś "niewłaściwe" uczucie,
Że to co czujemy, nie jest tym co czujemy,
Że coś jest z nami nie tak,
Że potrzebujemy się naprawić, poprawić, stłumić?
Albo, że to wstyd, nieładnie, niedobrze,
Że tak się ruszam, śpiewam, tańczę, płaczę, krzyczę?

Jaki to dramat, że w to uwierzyliśmy,
Że teraz chodzimy z zaciśniętymi szczękami, brzuchem,
Że tłumienie stało się nawykiem, że wydaje nam się, że musimy na wszystko zasłużyć, coś zrobić, przerobić, jakiś piruet nadzwyczajny wykonać...

Tymczasem Wszechświat kocha nas bezwarunkowo,
Nie chce od nas niczego innego od spełniania się, rozwoju, otwierania coraz bardziej na Radość, Przyjemność, Ekstazę
Spokój.
Nawet Rodzina, w której przyszliśmy na ten świat, jest po to, żeby Dusza wzrosła, jest tym czego potrzebowała.
Właśnie tego. Nie czegoś/kogoś innego.
Wogóle nie ma pomyłek, błędów.
Nie ma miejsca na żal.

Czasem jeszcze spadam z tej Świadomości,
Jak linoskoczek uważnie idący po wąskiej linie.
Uczę się.
I to uczenie, spadanie, balansownie, nabijanie sobie guzów,
Jest Doskonałe


Serca
Otwarością
Się
Jest

Młoda małpka po kąpieli w studni Ramana Maharshi Ashram - Tiruvannamalai