Maga Yoga

Maga Yoga

piątek, 28 lutego 2014

PożąDanie

Dotyk, bliskość drugiego człowieka
Jest tak cenna, tak otwierająca,
Tak rozmiękczająca
Jak dialog z Bogiem

Robiona z poszanowaniem granic
Ze stawianiem granic
Słuchaniem
Dawaniem
Przyjmowaniem

Tak
Nie
Nie wiem (co także oznacza nie)


Taniec dwóch ciał
Akrobatyka
Finezja
Medytacja


Dlaczego jesteśmy wyposażeni w tak potężną
Czułość?
Jesteśmy jak przewodniki elektryczności
Każdy milimetr skóry jest jak planeta
Z wszystkimi jej kraterami, górami, jeziorami, lasami i pustyniami.
Burza, upał, wodospad, spokojna tafla jeziora przy bezwietrznym powietrzu.
Wybuch wylkanu, gorąca lawa, stygnąca na chłodnym kamieniu.
Szczelina w potężnym głazie.
Księżyc wiszący między liśćmi palm
Lizany przez chude, długie, zielone jęzory
Wiatr muskajacy skórę
Włosy na ramieniu uginają się jak rzeczna trzcina.

Palce muskają policzek
Dotykają mocno zbitych mięśni na ramionach.
Kręgosłup jest elastyczny
Biodra
Piersi
Pulsująca krew

Oddech

Latam, opadam, przysiadam na gałęzi
Ześlizguję się ze śmiechem jak ryba po mokrym kamieniu
Zmieniam swoją wielkość jakbym nie miała granic
Będąc ogromna jak starożytna bogini płodności
Groźnie mrucząca jak granatowa, ociekająca kwią Kali
Wstydliwa jak biała kapłanka dziewica.

Dlaczego nasze oczy
Musiały
Się
Spotkać
na tak głęboko intymnym poziomie
Tego nie wiem.
Prawo karmy?

Tak
Nie
Nie wiem (co także oznacza nie)

czwartek, 27 lutego 2014

Później

Poczekaj życie
Nie jestem jeszcze gotowa
Potem może tak
W jakimś "dogodnym momencie"
Teraz jeszcze sobie
P o c z e k a m

Naprawdę wydaje mi się, że zaczynam wariować
Moje koncepcje nie wytrzymują czegoś co mnie ciągnie
Wyciąga po czakrach w górę jak po sznurze koralików
Śmieje się w głos z "moich" małych gierek
Wymyślonych
Pozszywanych z wielkim wysiłkiem z kawałeczków szmatek
Obraz
Żałosny wysiłek artysty
Próba
Z a t r z y m a n i a

Jestem silniejsza od wszystkiego i wszystkich których "spotykam"
Najpiękniejsza wizja, wgląd, przegląd, ogląd,
Przebudzenie
Jest
Niczym
W konfrontacji
Której nawet
nie ma
Znów rozsypują mi się słowa
Sznur z koralami się zerwał
Bum bum bum
Spadają jeden po drugim
Mantra
Przesuwanie palcami koralika za koralikiem.
OK, OK, to na pewno kawa, wypiłam dziś rano jakieś wiadro tego czarnego płynu
Muszę to sobie jakoś wytłumaczyć
Uchwycić sie tratwy jak tonący brzytwy
To jest jak jakiś lej
Wciąga w górę i w dół
Nie ma lęku
Nie ma lęku
Nie ma lęku
Nie ma lęku
Nie ma
Mnie

J e s t e m
bardziej niż przed

środa, 26 lutego 2014

Czas

Dzień za dniem
Wciąż uparcie tkwię na linii czasu
To moje "comfort zone"
Ciepłe znane bagienko
Czas
Bo wierząc w czas wszystko,
Wydaje się,
Można
Zrobić.
Można uzdrowić przeszłość
Zaplanować przyszłość
Teraz, to boskie Teraz, nawet jest w czasie!
Ostatnia ostoja, deska ratunku, słodki duchowy przyczułek, rozpadł się w drobny mak...
Normalnie płakać mi się chcę
Jak o tym piszę
To takie niewygodne
Aaaaa!!!!!! Ratunku!

Jak wyzwolić się z tej liniowości?
Co mi z tego, że już prawie wszystko wiem "przez głowę"
Mogę nawet sprytnie udawać spokój
Ciszę
Ale jej nie ma, nie ma, nie ma ciszy!
Nie ma tego co bym chciała!
Jest tak jak nie chcę, nic nie jest w porządku!
Zaraz wybuchnę ze złości, zacznę wypuszczać z siebie płomyki ognia
Cała się nim zajmę
I nawet jak sie spalę na popiół
To dalej ne pewno będzie źle
Bo tak już zawsze będzie
Zawsze!!!
Po prostu do dupy!!!

Ta złość przechodzi w szaleńczy śmiech
Tak mi się chce śmiać z siebie samej
Że chyba się popłaczę
I teraz będę wyć jak rozmazgajony bobas
Dziecko zanoszące się niepohamowanym szlochem
Same będąc nim na przestrzał
Wskroś
Bardziej niż bardzo

OK, otrzepuję się z tej dziwnej fali.
I znów coś się stało na fali czasu,
Czy teraz będę o tym rozmyślać,
Analizować, przyglądać się z każdej strony?
No nie, nie, to przecież nie jest sposób!
Więc jaki jest sposób?
Boże,
Pomóż!!!!

Dosiadł się stary człowiek, który tu jest odkąd pamiętam
Czyli pewnie jest dużo dłużej (znów ten czas, fuck!)
Podobno miał dużo żon i kochanek
I jeszcze więcej dzieci, a najmłodsze bardzo małe
Z wyjątkowo piękną młodą Rosjanką.
To wszystko wiem od kogoś kto z nim gadał.
Nawet nie pamiętam od kogo.
A teraz nie mogę patrzeć na jego stare, prawie nagie ciało
Nie myśląc o tej gromadzie dzieci, porzuconych żonach i kochankach, o pięknej Rosjance.
Stara biała Francuska mieszkająca piętro niżej w moim hotelu
Zaczyna coraz bardziej wariować.
Mówi do drzew i ptaków po francusku
Krzyczy po angielsku do niewidzialnego wroga
Wieczorami w aśramie, słodkim głosem, śpiewa hymny do Ramany.

Czy ja też skończę jak ci szaleni starcy dożywający swoich dni w upale świętej góry?
Maga, to jest przyszłość.
Co cię ona obchodzi?
To nawet nie jest przyszłość, to jakieś wyobrażenie
Chmura, powietrze, niebyt...


Mocno za mocno opalony starzec siedzący obok mnie wykonuje telefon:
- Do you speak Russian? Polish??? No, I don't speak Polish...
Odkłada słuchawkę.



niedziela, 23 lutego 2014

Śniadanie

Nie wiem co napisać
Czekam na idli
Jestem po kawie.
Na kawie
Świat jest lepszy
Troszeczkę

W takim miejscu
Nijakim
się jest
Teraz
Twarz mówi:
"Coś jest nie tak
Ale jak coś zrobię
To
W nieokreślonej
Przyszłości
Na pewno będzie
Lepiej
A teraz trzeba to jakoś
Przeczekać
Znieczulić się
Zrobić sobie dobrze
Czymś
Milusim..."

Ok.
A więc tak
Jest

Wszystko co kiedyś mi pomagało
Nie pomaga
Już
Bo jest
N i e a k t u a l n e
I dlatego nic mi pomóc nie może
Bo wszystko jest JUŻ spóźnione
Nie nadążam za życiem i to mnie wkurwia
Bo to co myślałam, że życiem JEST
Najwyraźniej nim nie jest!

Więc co?
W ogóle po co pisać?
Po co jeść?
Po co robić
Cokolwiek???

OK, niech już przyjdzie jakaś uzdrawiająca mantra
Bo niewygodnie tak zastawać z niczym w miejscu
Nijakości przechodzącej we wfrustrację
Frustracji w nijakość
Nijakość we wfrustrację...
I tak w kółko.

Rozsiadam się na poduszce
Rozsiadam się i
Już
Siedzę

Niech się zatem przepala
Wypala w totalności
Totalnością będąc
Bo inaczej to nawet się nie da
Bo jak uniknąć czegoś
Co przeszywa MNIE
Wskroś!

czwartek, 20 lutego 2014

Wojna

Jesteśmy tak wykończeni wojną, którą w sobie toczymy,
Że potrzebujemy góry rzeczy, żeby ponownie i ponownie się odbudowywać,
Wstawać z kolan, obmyć liczne rany, zaleczyć to co znów się rozerwało, pękło, rozpadło...

Tak więc jemy bardzo zdrowo
Albo niezdrowo,
Chodzimy na masaże, terapie, spotkania,
Upijamy się,
Idziemy na fitness, jogę, taniec,
Wchodzimy w relacje, jedna po drugiej, zmieniamy, poprawiamy,
W ogóle w żadne nie wchodzimy
Albo tkwimy w jednej, szamotając się boleśnie, lub nic nie zmieniając, zamrażamy się, żeby nie czuć, bo czucie niebezpieczne
Jest

Nie chcę zapaść się w dół: jaki ten świat straszny, samsara, cierpienie, najlepiej to już się powiesić albo unikać życia (chociaż jak wogóle da się uniknąć życia??? Hahaha!)
Wolę wybrać teorię, że w tym błędzie/obłędzie w którym tkwimy, jest doskonałość i jakaś metoda, logika,
Zdając sobie równolegle sprawę z tego, że to tylko teoria
A więc
Nie
Prawda

Nie wiem czemu siedzę,
Ale co mogę zrobić/nierobić lepszego?
Nie wiem, to nawet nie był wybór z głowy
To moje "highest excitement"
To bycie w ciszy i nieruchomości
W głośności i przepływie
W wykluczających się wzajemnie absurdach.

Się życie i tak dzieje,
Fala
Narodzin i śmierci
Rozpaczy i radości
Nudy i zabawy
Podniecenia i spokoju

Po śniadaniu, biorę moją bordową poduszkę pod pachę i idę do aśramu
Ustawię ją w jakimś miejscu
Ustawię ciało
Popłynę
Dam się ponieść fali
W mojej łódeczce ze skorupy kokosa

wtorek, 18 lutego 2014

Katarsis

No tak, coś się we mnie uspakaja
Już nie walczę z tym co to moje ciało wyprawia
Wyrzuca z siebie, przyjmuje, poci się, wchodzi w kolejne fazy
Księżycowe, czy jakieś tam.
Próbowanie zdefiniowania, nazwania,
Wyzwala napięcie tak nie do uniesienia,
Że szybko wycofuję się z tego pomysłu
I wracam do
Bycia

Relax Maga, relax...

Dziś nie chciało mi się wstać na medytację
Znajome uczucie z odosobnień, na których byłam.
Wcale nie tak trudno nie poddać się temu "niechcemisię".
Udaje się wstać, umyć zęby, ubrać, wziąć łyka wody, poduszkę pod pachę...
Zazwyczaj za tym oporem pojawiało się coś bardzo interesującego.
Szybko notuję w swojej głowie zauważenie oczekiwania,
I koncentruję się ponownie na krokach stawianych w ciemności na ścieżce prowadzącej do aśramu.
Przyszłam, siadłam, trochę się powierciłam, podłubałam w nosie,
Posłuchałam krytycznych myśli, że tak nie wypada itp
Oraz poczucie niewygody, że wszyscy na mnie patrzą i mnie oceniają,
Gdy to zauważyłam, prawe się roześmiałam w głos, bo oczywiście
Nikt na mnie nie patrzył i nikogo nie obchodziłam ja, haha.
Nagle zobaczyłam swoje nieruchome ciało i że niepostrzeżenia minęło pół godziny.
Ok, pojawiła się myśl, czas wstać, przenieść się do dużej sali, przejść się wokół ołtarza, przy wtórze śpiewów kapłanów, z chmurą myśli i emocji, latających jak stado pszczół nad moją głową/swoim gniazdem, którym ktoś potrząsnął znienacka, albo może, które ktoś pierwszy raz zobaczył - pszczoły odkryte dla świata, aaaa!!!
Potem pudża, potem kawa, potem spacer po budzących się ulicach, potem internet w otwierającej się dopiero ulubionej kafejce, potem śniadanie w "5 elements", potem Shiva Sakhti...
I tak codziennie, dopóki ten schemat się nie zmieni, bo zmieni się, a kiedy, no nie wiem...
U Sivy siedzi obok mnie szara Argentynka - Shanti, która dużo klnie i dużo się śmieje, czasem zapomina też założyć swoją sztuczną szczękę, co rozbawia ją jeszcze bardziej.
Dźwięczą mi w uszach słowa, które wypowiedziała mocnym suchym głosem gdy umarł Gyan: "The man is dead, it's a reminder for us!"

Siedzę u krawcowej, która dokańcza szycie ubrań dla mnie, z około półtoramiesięcznym opóźnieniem.
Jest zupełnie wyluzowana, jej duże oczy i usta są spokojne, palce niespiesznie prują nitki, kroją len, bawełnę, na różnorakie formy.
Przychodzą kolejni oczekujący, najczęściej spotykają się z odpowiedzią:
- Come tomorrow Madame!
- Come later Sir, 6 ok? Oki, oki...
Klienci odchodzą niezadowoleni, kiwają głowami. Ci bardziej zaprawieni przyjmują to z większym spokojem.
Ponad tydzień temu pytam krawcowej:
- Is it ready?
- Oh, no Madame, Come tomorrow morning!
Przezornie pytam: - What time in the morning?
Krawcowa odpowiada z radością na twarzy: - Two!
Mnie nie zostało nic innego niż wybuchnąć śmiechem: - Two is not morning! :D
- I know, I know! Śmieje się krawcowa, zachowując niewzruszony spokój.
Teraz, po kolejnym tygodniu z hakiem, siedzę w małej klitce gdzie krawcowa kończy jedną z moich koszul, powiedziała:
- Sit and wait!
Więc:
Pocę się i czekam.
Cze
Ka
Nie


Odchodzę z jedną koszulą, reszta będzie "evening".
No dobra, kłaniam się swojej nauczycielce i idę do domu.

Po drodze spotykam chłopaków z Polski, świeżo po retreacie u Ramana Awakening.
Świecą im się twarze
Naprawdę fajnie nam się tu żyje
W tych Indiach
Gdzie łatwo o
Katar
I
Katarsis
;)


Ps.
Idąc do kafejki spotkałam Shanti, mówi:
- I like your shirt!
- This tailor around the corner made it for me.
- Oh, but she's a disaster, not a good one and expensive!
- Oh, I know now... :/
- I will tell you where to find a good one.
- Ok, maybe next year, thanks! :)

Pojawiła się myśl: jak dożyjemy...

poniedziałek, 17 lutego 2014

Katar (Kali)

Czarna wilgoć
Zatkanie
Wściekłość
Duchota
Smród ścieków
Ci sami żebracy
Wycigają ręce
Bezczelnie wrzeszczą
Gdy nie dostaną
Rzucający przekleństwem
Spluwający na ziemię

Czarna Bogini
Nie jestem pewna czy jest nią chuda ciemnoskóra Hinduska
O rozczochranych włosach i dzikiej twarzy
Codziennie wyprowadzająca kościstą krowę z cielakiem na spacer
Trzymająca matalowy pojemnik na "diabliwiedząco"
Mówiąca niezrozumiałe zaklęcia, do siebie, krów, bogów?

A może Czarną Boginią jest tajemnicza rzeźba w aśramie każdego dnia na nowo obmywana przez mnicha, przystrajana w kolorową suknię i świeże kwiaty, z malowanymi ciemnoczerwonymi znakami na czole, dłoniach, stopach, gardle...
Ma czarną twarz, wyrażającą kamienny spokój, niewzruszoność, przy której wręcz nie przystoi nie rozpaść się w drobny mak, na tysiące drobnych kawałeczków, roztopić je w ciepłych łzach, zbudować łódeczkę z kawałka rozłupanego kokosa i dać popłynąć zbolałej duszy.

Patrzą na mnie czarne oczy:
Kociołek wystawiany co rano na ognisku z suchych patyków
Kawa w metalowym kubku w przydrożnej kafejce
Znaleziona kartka z fragmentem obrazu Jerusalem Stories
Z czarną puszystą plamą, kolorami w niej utopionymi


Czarnym
Okiem
(Lustrem)
Patrzę
(Widzę)
Ciebie
(Mnie)