Maga Yoga

Maga Yoga

niedziela, 8 kwietnia 2018

ZDRADA ✟

To nie będzie wesoły post.
To będzie wyznanie cierpienia.
Cierpienia, na które nie pozwalano mi w domu, a ja posłusznie je tłumiłam, myśląc, że może faktycznie tak będzie lepiej ...
Nie jest.
Udawanie nie jest fajne.
Granie tego kim się nie jest, nie jest fajne.

Zostałam zostawiona przez matkę.
Nie wiem kiedy, może było to gdy byłam w jej brzuchu. Może już wcześniej, jak mama była zostawiana sama przez mojego ojca, jak wcześniej była zostawiona i zaniedbana emocjonalnie przez własnych rodziców, jak musiała znosić ciężkie warunki, zimno domu bez ogrzewania, jak była bez pomocy gdy była w ciąży, zdradzana i nieszanowana przez jej męża już wtedy, i lata przed ciążą ... Jak nie umiała poprosić o pomoc, jak pilnowała tych strasznych tajemnic, jak w tym trwała, nie znając nic lepszego, myśląc może, że na nic lepszego nie zasługuje "bo inni przecież mają gorzej", jak zaciskała zęby bardziej i bardziej, jak odkładając swoje potrzeby na bok, latami, jak pozwalając sobie na bycie traktowaną jak śmieć, obudowywała serce tak, że już nic nie zostawało, że już nic nie czuła, że została martwa twarz z zaciśniętymi szczękami, zmrożona ...

Gdy przyszłam na świat, byłam malutkim kawałkiem ciałka, błagającym o uwagę. Szybko nauczyłam się, że krzyki nic nie dają, że trzeba się poddać, i wierzyć, że może kiedyś ktoś przyjdzie, nakarmi, przytuli.
Byłam gotowa na śmierć w każdej chwili. Zaczynało być mi wszystko jedno, bo większość czasu nikt nie przychodził ...
Nie ma nadziei, nic nie ma sensu, to głębiej niż depresja, najgłębsza dziura beznadzei i pustka. Totalnie pozostawiona i nadużyta, nie widziana od samego początku ...

Potem już nie wiedziałam kim jestem. Gdzie się zaczynam, a gdzie kończę. Byłam już wytresowana, że żeby cokolwiek otrzymać, ochłapy miłości/uwagi, muszę na to zasłużyć. Więc byłam idealnie grzeczna, cicha, niewidoczna. Pomagała wszystkim, wysłuchiwałam wszystkich, własne potrzeby i problemy, wyśmiewałam i bagatelizowałam. Już nawet nie byłam ich świadoma. Ja? Mnie nie ma ...
Bo zostałam nauczona od początku, że to czego ja potrzebuję nie jest istotne, że ja nie jestem istotna, wręcz mnie nie ma, za to wszyscy inni, są, i że trzeba być dla innych, trzeba być "dobrą" ...

Tyle lat, tyle lat ...


Budzenie się do tej świadomości towarzyszy niewyobrażalny ból i wściekłość. To już nie jest gniew, to mordercza nienawiść.
Mam wrażenie, że wiem skąd biorą się seryjni mordercy ... Rozumiem ich i ... współczuję ...

"Duchowość" i medytacja była idealną powtórką "nieistnienia", zamrożenia, bycia w "stendby"-u. Tylko tak dało się przetrwać. Tyle, że po latach siedzenia na poduszce w tym nieżyciu, zobaczyłam, że nic się nie zmienia, a powrót to rzeczywistości, z takich długich okresów medytowania, był coraz boleśniejszy, coraz dotkliwszy, nie do wytrzymania ...
I to był efekt medytacji - dokładnie taki jaki miał być - zaproszenie do prawdy, do tego skrytego bólu, który w końcu mogę unieść ...

Ile trwa odklejanie się od tego uzależnienia od toksycnych przekonań, wdrażanych mi tyle lat?
Dziecko kocha matkę bezwarunkowo, a więc zakochuje się we wszystkich słowach, które do niego mówiła, także tych zabijających duszę i serce, nadużywających, nie szanujących ani nie widzących jego potrzeb, granic ... morderczych ...



Jesteś widziana, kochana szanowana.
Będę przy tobie ZAWSZE,
nigdy Cię nie zostawię,
wysłucham Twojego 
Bólu
Nienawiści
Bezdennej Rozpaczy ...

Jesteś taka piękna,
Kocham każdą 
Twoją
Emocję,
Łzę,
Krzyk i

Cichą
Rozpacz ...

JESTEŚ I MASZ PRAWO BYĆ NA TYM ŚWIECIE


WAKE UP Maga!
You are safe with me.
I love you ♡




czwartek, 8 marca 2018

Broken 💔

Podobno mówi się, że łamiemy kości po to, żeby mogło przez nie wejść światło i wypełnić powstałą szparę białym lśniącym promieniem.

Nie wiem czy tak się stało gdy pod koniec stycznia przewróciłam się na stromej ścieżce w górach na wyspie Gomera i złamałam kostkę.
Chciałabym napisać, że tak, że tak jak to jest w japońskich przypowieściach zen, stało się oświecenie i wybuchłam ekstatycznym śmiechem. Zrozumiałam porządek tego świata i stałam się miłością, zaufałam światu absolutnie. 
No ale, cała ta historia przed, w trakcie i po, znacznie bardziej różnorodna była, prozaiczna i przyziemna, chwilami głęboko poruszająca, pełna emocji, bólu, wzruszeń, błogości i płaczu, a innym razem nudy, marazmu, bezsilności, frustracji i złości …

Moje życie do tej pory było w dużym stopniu przewidywalne i kontrolowalne. 
Po złamaniu, skrzętnie zaplanowane aktywności na kilka najbliższych miesięcy, jak klocki domino, zaczęły się przewracać i stawać niemożliwymi do wykonania. Rozczarowanie i niezgoda na taki stan rzeczy, były ogromne. To miał być czas kiedy w końcu żyję swoim życiem, cieszę się wolnością, podróżami, zmieniam miejsca, wybieram te co lubię, odchodzę z miejsc gdzie mi źle.
Teraz ten wybór został mi w dużej mierze zabrany. 
Nagle pojawiło się dużo czasu, bardzo dużo czasu na bycie i przyglądanie się, na poznanie siebie jeszcze bardziej, chociaż to niby ja byłam do tej pory tą, która pomaga innym poznawać siebie. To miały być długo wyczekiwane wakacje, a napracowałam się bardziej, niż na moich treningach majfujnesa … Życie dało mi prztyczka w nos :)

Czego się nauczyłam? 

Po pierwsze: zostawianie siebie i swoich potrzeb “dla dobra innych”, nie jest wyrazem cnoty i nie dostanie się za to żadnej nagrody, ani nie zbliży do nikogo, raczej oddali ... Kiedy jestem zła, to najpewniej moją potrzebę zostawiłam już daleko w lesie i działam w zacisku i sztywności. Jaki może być efekt takiego zacisku? Ano, że pójdę np w autoagresję (coby broń panie boże nie skrzywdzić kogoś innego!) i np złamię sobie nóżkę … Wniosek: jakkolwiek to będzie niewygodne dla drugiej osoby, z litości do siebie i innych, mówmy na bierząco o tym jak się czujemy i czego potrzebujemy, coby np. lekarze mniej pracy mieli ;) 
I nie, nie skrzywdzimy tak drugiej osoby (o ile ona sama sobie tego nie zrobi), a na pewno skrócimy łańcuch cierpienia.
U mnie jeszcze dochodzi sytuacja, kiedy nie wiem nawet co jest moją potrzebą, ale to chyba na jakieś inne rozkminy, jestem w trakcie badania tego tematu, i, że tak powiem po super duchowemu, “w procesie” :D

Po drugie: doceniajmy to co mamy. Złamanie nogi pokazało mi, jak cenne jest zdrowe ciało. Jak dane nam tylko na jakiś czas, jak w każdej chwili może się popsuć, i nie ma szans, żebyśmy mogli przewidzieć kiedy. To prawda, nie mogłam sprawnie chodzić, a dużą część mojej rekonwalescencji odczuwałam silny ból, bo kość nie zrastała się dobrze, i po miesiącu w gipsie, czekała mnie operacja i ponowne jej łamanie. A jednak, równocześnie byłam w stanie odczuwać przyjemność z leżenia i nic nie robienia, moja skóra czuła promienie słońca na niej, i o mój boże, jakże to było cudownie miłe! 
Kolejną trudną i mocną lekcją było bycie zależną. Kiedy nie możesz sam sobie zrobić jedzenia, kiedy musisz poprosić o zrobienie zakupów, o przyniesienie szklanki wody … Boże, jakże było to upokarzające i trudne dla mnie! Ta rozdzierająca bezsilność, ten brak innych możliwości, zdanie się na ludzi, którzy akurat byli w pobliżu. Skąd to znam? Czemu było aż tak traumatyczne? Odpowiedź jest szybka i oczywista: bycie niemowlęciem, bycia skazaną na innych ludzi, na odczytywanie potrzeb i emocji przez nich. Wtedy było to totalne. Wtedy naprawdę nie było innych możliwości, wtedy nie mogłam zadzwonić do przyjaciółki ze Stanów, ani napisać na mesendżerze do kogoś prawdziwie mi bliskiego, kogoś kto może mi dać wsparcie. 
Nie mówiąc o tym ile mi czasu w życiu zajęło odkrycie i zrozumienie czym jest wsparcie i obecność! Mój boże …
Wtedy, gdy byłam malutka, byli tylko mama i tata, i szybko musiałam się nauczyć sztuczek, aby otrzymać od nich to co chciałam. Bo nie było, i nie mogło być, nikogo innego. A wtedy właśnie kształtuje się osobowość …
Teraz jestem dorosłą kobietą, i nadal używam tych sztuczek. Jakże niesamowicie, i wcale nie przyjemnie ;), było to zobaczyć ponownie …
To zostawianie siebie, to żebranie o uwagę, to “bycie grzeczną i miłą”, granie kogoś kim nie jestem, skrywanie prawdziwych emocji i twarzy. To tkwienie w nieprzyjaznych miejscach, zamykanie się i znoszenie bólu i niewygody, naprawdę długo, gdzie nie, wcale nie musiałam tkwić, nawet mimo nogi w gipsie …
Ufff …

To był czas na rajskiej wyspie Gomera, tyle o wyczekanych wakacjach, hihi …

A co było po powrocie do Warszawy?

Odkrycie, że mam bliskich mi ludzi, że mam siostrę, mimo, że nie rodzoną, to kochaną i kochającą, tak mocno, tak ciepło, tak prawdziwie … To, że jej dom przyjął mnie i ukochał, chociaż coś we mnie wrzeszczało, że “jakim cudem, nie jesteś tego warta, jesteś szatańskim nasieniem, nikt cię nigdy nie będzie kochał!” Skąd te słowa? Nie wiem. Czarne są i bolesne tak, że mogą zabić. 
Znam, zostawiam, nie moje …

Co roztapiało moje zbolałe spękane serce, słabe ciało, chudą drżącą, leczącą się nóżkę? Co powodowało, że łzy leciały ciurkiem, strumieniem wartkim i ciepłym, niekontrolowanym?

Ciepły uścisk Maji.
Takie proste, i takie rozwalające na łopatki słowa: “kocham cię”.
słowa Marty: “nie męczysz mnie” i godzinne słuchanie jak wyję, smarkam, jak pochłania mnie czarna rozpacz i beznadzieja. I jak jest ze mną Świadek. Jak to jest wysłuchane i wybrzmiałe, do końca.
Potem już tylko sen, długi sen.
Obecność Vedanty, nieustanna, stojąca za mną jak nieporuszona grecka kolumna.
“jesteś dla mnie ważna, jesteś dla mnie ważna, jesteś dla mnie ważna …”
Rubaszne dowcipy Roba gdy czekałam na operację, tak, że przez łzy zanosiłam się śmiechem. 
Oczy małej Igi, oczy dziecka. Prawdziwe, szczere, czyste, kochające i jej obecność w moim pokoju, mądra, tak wzruszająca, ciekawość świata …

Lekarz, który mnie przyjął w Warszawie. Jego pewność, uwaga, opieka. Ile miłości, ile wiedzy i mądrości! Patrzyłam na niego jak na boga, boga, który ratuje moje zdrowie, zdrowie tylu ludzi, codziennie! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! I wszyscy w szpitalu, zabawny anestezjolog, pielęgniarki, które całą noc czuwały i były na każde zawołanie, pomagały uśmierzyć ból, zakładały cewnik, zmieniały pieluchy, myły … Taka służba, taka wielka służba. Nie wiedziałam, nie wiedziałam, że na świecie dzieje się tyle dobra, każdej milisekundy … Moje współlokatorki ze szpitalnego pokoju, staruszka po operacji biodra, która ledwie idąc, podała mi butelkę wody … Taka dobroć, płaczę gdy o niej myślę …

No i powrót do mojego mieszkania.
Boże ty mój! Ile ja mam pięknych rzeczy! Jak moje mieszkanie cudownie pachnie! Młynek do kawy, przyprawy z Indii, olejki … Każdy kubek, powoduje wzruszenie i zachwyt. Tak pięknie, tak bardzo pięknie … Duże wygodne łóżko, nowa pralka, sprawny internet, kanapa w kwiaty, świeczki, bujnie rosnące rośliny … Tyle bogactwa! I sąsiadka, która cały czas gdy mnie nie było, podlewała rośliny, a gdy przyjechałam, zrobiła zakupy, wysłała listy … Tyle wdzięczności …

I co teraz?

Dalej mam nogę w gipsie.
Teraz już nowym, polskim.
Są momenty, że już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę chodzić, i są chwile, kiedy mnie to przeraża. Kiedy chciałabym jeszcze trochę dłużej zostać takim bezwolnym bobasem. Bo jeszcze mi mało, jeszcze mało tego karmienia …
To takie “bitter sweet”, przyjemność z silną niewygodą …
Jakże trudno jest przyjmować.
Jakże trudno się poddać.
Zaufać.

Miękko obejmuję tą drżącą nieufność, ten lęk małej chudej dziewczynki. 
Patrzę w Jej duże szkliste oczy.
Jakie są piękne!

Kocham Cię

Malutka.



niedziela, 18 lutego 2018

LIVING DAYLIGHT 🌈


Złamanie, roztop, otrząśnięcie
z twardych
iluzji.

Jestem delikatnością,
drżącą energią
czuję

w s z y s t k o


Wyczuwam 
bezbłędnie,
a gdy forsować na siłę fałsz chcę,
upadam
aby zrobić miejsce na

s e r c e


To nieprawda, że jestem niezniszczalna,
że zniosę wszystko, jak wystarczająco mocno zacisnę szczęki,
jak ubiorę nieprzemakalny płaszcz,
stanę w opozycji, kontrze,
kły wyostrzę.

nie po maga
bo
Maga
Dobroci 

p o t r z e b u j e


Ciepłych ramion Matki,
widzących oczu
słyszących uszu
czułego dotyku
kochających słów.

i wiem dobrze, kiedy
strawa niestrawna jest.
Już udawać nie będę,
że przełknę, bo 
nie zjem

i już,

cóż …


Rekonwalescencja,
Cisza, spokój, ciepło,
muskanie wiatru o skórę,
śpiew ptaków,
melodia oceanu.

Uczę się chodzić,
mówić, prosić, 

d z i ę k o w a ć

za wszystko czego jest dokładnie
tyle ile potrzeba
do 
Nieba
bram
by 

o d p o c z ą ć



niedziela, 24 grudnia 2017

KOCHAJĄCY DOM

Żeby dziecko wyrosło na dorosłego potrzebuje miłości, trzymania, dobra …
Dorosłe dzieci nie ustają  w poszukiwaniach. 
Wołają o to czego nie dostały w dzieciństwie. 
Dobrze wiedzą co to jest, ale często tego nie dostają, bo domagają się tego w oderwaniu od źródła, które jest bliżej niż nam się wydaje.
Jest Tutaj, we własnym sercu.
Czego ono potrzebuje? Czego mu brakuje? 
Co chcielibyśmy usłyszeć, od mamy, od taty?

Moja mała ja karmi się takimi słowami:

Mama:
Kocham Cię maleńka.
Jesteś najpiękniejszą istotą jaką kiedykolwiek widziałam, nie mogę od Ciebie oderwać wzroku.
Jestem ciągle przy Tobie, z Tobą, dotykam, przytulam, bujam, śpiewam kołysanki, karmię, myję, słucham i słyszę. Widzę.
Tak się cieszę, że jesteś dziewczynką, wyrośniesz na piękną, mądrą kobietę.
Uwielbiam patrzeć jak się ruszasz, jak żyjesz, jak wyrażasz swoje emocje. Wspieram każdą z nich, towarzyszę i odzwierciedlam to co czujesz. Zawsze zaspakajam Twoje potrzeby.
Będę zawsze przy Tobie, nigdy Cię nie opuszczę.
Będę Cię wspierała w każdej sytuacji, a szczególnie gdy będzie Ci się działa krzywda. Stanę wtedy bezwarunkowo po Twojej stronie. Będę Cię  broniła jak lwica.
Przy mnie zawsze możesz czuć się bezpieczna.
Ty nie jesteś od dbania o moje potrzeby, ja sama o nie dbam.
Ja dbam o Twoje.
Cieszą mnie Twoje sukcesy, uwielbiam patrzeć jak celebrujesz swoje osiągnięcia.
Będę Cię wspierała we wszystkim co Cię interesuje, czego pragniesz.
Pomogę Ci odróżnić miłość i dobrze życzących ludzi, od tych, którzy będą chcieli Cię wykorzystać, którzy życzą Ci źle, rywalizują i zazdroszczą.
Nauczę Cię stawiania mocnych, zdrowych granic.
Nauczę Cię szanować siebie i swoje piękno.
Pokażę Ci czym jest zdrowa kobieca seksualność. Pokażę Ci jak być z mężczyzną w zdrowej relacji, szanując i kochając Twojego tatę, a mojego partnera. 
Spędzę z Tobą tyle czasu ile będziesz potrzebowała, abyś mogła wejść w okres dojrzewania i pełni seksualnej z godnością, dumą i bez wstydu. Abyś mogła czerpać przyjemności i ekstazę w pełni i bez ograniczeń. Abyś bez wahania odgradzała się od tych, którzy nie czują szacunku do Twojej kobiecości.
Będę wspólnie z Tobą celebrowała radość, seksualność i moc kobiecą.
Bo cieszy mnie najbardziej na świecie gdy jesteś szczęśliwa i spełniona jako kobieta.
Będę wspierała Twoją relację z kochającym mężczyzną, będę zawsze blisko, ale też będę się oddalała, gdy będziesz potrzebowała intymności.
Wesprę Cię w Twoim macierzyństwie.
Będę Cię wspierała na każdym etapie Twojego życia.
Kocham Cię najbardziej na świecie.

Tata:
Kocham Cię córeczko.
Gdy tylko pojawiłaś się na tym świecie, obiecałem, że zawsze będę o Ciebie dbał.
Jestem przy Tobie zawsze i życzę Ci dobrze.
Uwielbiam towarzyszyć Ci w rozwoju, pomagać Twojej Mamie, a mojej ukochanej partnerce, którą jestem nieustannie zachwycony i podziwiam za cały trud związany z urodzeniem Ciebie i opieką nad Tobą. Wkładam olbrzymią ilość pracy, aby pomóc Twojej mamie w wychowywaniu Ciebie.
Dbam o Twoje potrzeby. Pomagam w karmieniu, przewijaniu, odzwierciedlaniu Twoich uczuć, absolutnie wszystkich. Płaczu, gniewu, radości, smutku … 
Często Cię przytulam, noszę, huśtam w ramionach, bo wiem, że bardzo to lubisz.
Poświęcam Tobie tyle czasu ile potrzebujesz.
Ty nie jesteś od dbania o moje potrzeby, ja sam o nie dbam. Ja jestem od zaspakajania Twoich potrzeb.
Ty i Twoje potrzeby są dla mnie ważniejsze od pracy i kariery.
Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie.
Pokazuję Ci na przykładzie mojej relacji z Twoją mamą, na czym polega zdrowa, kochająca relacja z kobietą, jak szanować kobietę, kochać i celebrować każdą wspólną chwilę.
Pokazuję Ci, że Twoja mama jest moją ukochaną partnerką, a Ty jesteś moją najdroższą córeczką. I już nic nigdy tego nie zmieni.
Gdy zaczynasz stawać się małą kobietą, jestem przy Tobie szczególnie dużo. Abyś wiedziała, że mężczyzna jest przy kobiecie w każdej sytuacji, że wspiera, pomaga, że nigdy nie zostawia. 
Cieszę się z Twoich osiągnięć. Wspieram w zdobywaniu tego czego potrzebujesz, o czym marzysz.
Uczę Cię zdrowych granic. Interesuję się Twoją budzącą się seksualnością, stojąc zawsze w odpowiedniej odległości. Chronię Cię przed tymi, którzy Cię nie szanują. Mówię głośne i wyraźne NIE tym, którzy zagrażają Twojemu bezpieczeństwu. 
Pokazuję na czym polega świadoma męskość i jak ona się wyraża w dobrej relacji.
Jestem przy Tobie gdy wybierasz sobie partnera. Interesuję się Twoją relacja i służę radą i wsparciem, gdy ich potrzebujesz.
Pomagam Ci w rodzicielstwie.
Twoje dzieci są dla mnie niezwykle ważne, jestem dla nich obecnym, kochającym dziadkiem.
Kocham Cię córeczko, nigdy Cię nie opuszczę.
Zawsze Jestem i udowadniam to konkretnymi czynami.


Bóg się ucieszył gdy przyszłaś/przyszedłeś na ten świat.
Życzę Ci aby Twoje życie było nieustanną celebracją Cudu, którym Jesteś


wtorek, 21 listopada 2017

Bajka o Samotnej Dziewczynce

To będzie bajka z dawnych czasów, które zapisały się w ciele i są czasem teraźniejszym, bo ciało mówi prawdę/wyraża się tą chwilą.
Medytacja, to zaproszenie dla ciała.
A więc proszę, mów, boska istoto …

W ciele zapisał się krzyk, żałoba bez końca, ból i wstyd. I wiele innych.

(Już słyszę, jak wewnętrzny głos zaczyna się niepokoić, że schodzę w ciemne rejony, a to niedobrze, niedobrze, trzeba się na pozytywach przecież koncentrować.
Dobrze panie głosie, ja jednak pójdę i będę kontynuowała, a tobie dam marchewkę, smaczna jest, eko, mam nadzieję, że chociaż na chwilę będziesz się miał czym zająć.)

Samotna Dziewczynka od początku wiedziała wszystko. Miała jasne głębokie oczy, żywe ciało, mądrość świata. Była Buddą, Boginią, Bogiem, była wszystkim dla czego buduje się kościoły, świątynie, przed czym kłania się i kłaniało, od zawsze.
Dziewczynka nie znała nazw, podziałów, płci.
Dziecko jest przed tym wszystkim.

Z każdym kolejnym dniem, które wydawały się długie jak dekady, Dziewczynka doświadczała kolejnych dziwów.

Odkrywała, że jej naturalność przeszkadza, że niektóre emocje są niedobre, że ma płeć, i ona jest tą gorszą. Że jest brudna, nieczysta, i że powinna się wstydzić, a już na pewno usuwać się w tło, nie być widziana ani słyszana. Że powinna być miła i grzeczna, że powinna być jakaś. Dowiedziała się, że aby uzyskać coś, trzeba coś oddać …
Uczyła się, a jej małe ciało zamykało się coraz bardziej, szczęki zaciskały, milkła, stała się tak cicha, że zwierzęta podchodziły bardzo blisko, bo nie wyczuwały ani nie słyszały człowieka.
Stała się cichym drzewem w ogrodzie, samotną skałą w oddali, zamarźniętą wodą.
Oczy jednak zostały żywe i patrzyły z przerażeniem na teatr jaki się wokół niej rozgrywał. Co jakiś czas wydobywało się z niej ciche westchnienie: “a więc to tak, mój boże …” Po latach nagromadziła się tak duża ilość łez w oczodołach, że zaczęły wylewać się rwącą strugą, niekontrolowanie. Działo się to szczególnie podczas zgromadzeń rodzinnych. Jedyne co wiedziała to: “to tak boli, tak boli, tak straszliwie boli …”. Słowa jak sztylety, atmosfera jak z pola bitwy, obraz Beksińskiego. 
Ciało dziewczynki pozostawało zamknięte, i było takie jeszcze wiele lat. Bo nie mogła powiedzieć tego co czuje, groziła jej śmierć, kolejny cios, a każdy mógł okazać się tym śmiertelnym. Nie było dla niej miejsca, jej prawda była wdeptywana wielkimi butami głęboko w ziemię, rozszarpywana na forum, wyśmiewana, nazywana chorobą psychiczną, histerią. Była uznawana za przyczynę wszelkiego zła, była izolowana, odrzucana, była brzydka, chora, nieudana, gorsza …
To że przeżyła, to cud, to boski cud. 

Dziewczynka rosła, stawała się nastolatką, dziewczyną, kobietą …
W środku chroniła się mała przestraszona dziewczynka. Może, może kiedyś ktoś rozpozna jej prawdę, zobaczy ją. Chociaż nie miała już nadziei. Siedziała skulona w kącie. 

Samotność to główna towarzyszka życia Dziewczynki. Zimna, ale przynajmniej bezpieczna. Życie jedynie udowadniało, że nie można ufać, że ludzie karmią się jej słodyczą, a potem wyrzucają w kąt. Że żyjemy w męskim świecie, a kobieta ma mniejsze prawa. Że tych praw równie zaciekle chronią mężczyżni, jak i kobiety. Że nikt nie słucha jej głosu, bo jest tym mniej znaczącym, że czuje za dużo, że mówi zbyt dosłownie. Że głos nie idący na kompromisy, jest zbyt niewygodny. Że zostanie za to ukarana, porzucona kolejny raz, zignorowana, że zostanie sama … Że jej żywa i nieskrępowana seksualność zostanie wykorzystana, że jej naturalność będzie wyśmiewana. Że jej ufność będzie nazwana naiwnością …
Że w życiu liczy się to co jaskrawe i świecące, że nikt nie ma czasu. Nie ma czasu żeby wysłuchać nawet jednego zdania do końca. Że nikt nie słucha, że wszyscy chcą …
Że żyjemy osamotnieni w wielomilionowych skupiskach, gdzie ocieramy się o siebie i popychamy w centrach handlowych, odreagowując wieczorem samotnie w domu, ocierając się i popychając o członków rodziny, tak samo nieobecnych …
Że nasze tłumione emocje co jakiś czas wybuchają jak uśpiony wulkan i ranią, niszcząc wszystko w koło …

Samotność.
Patrzę w koło żywymi zdziwionymi oczami, otwieram je coraz szerzej. Niezmiennie trudno w to uwierzyć mojej małej Dziewczynce …
“A więc to tak, mój boże …” 


Jestem w miejscu zadziwienia, szoku, powolnego odtajania …
Odkrywania potrzeb, które schowałam głęboko w ziemii, w najciemniejszym zakątku puszczy. Potrzebuję czasu, żeby się do nich dokopać. 
Ranię sobie ręce, odmrażam palce, trzęsę się, krzyczę, płaczę, tyle tego, ale nareszcie mogę. Mogę bo nie jestem sama, bo teraz już to wiem. 
Przypomniałam sobie.

Bo zasługuję na wszystko co najlepsze. I tylko to.
Jest tak dlatego, że żyję, i to wystarczy.
Jestem wystarczająca.

Jestem


Dowodem.


niedziela, 16 kwietnia 2017

⦾ Przyroda ⦾

Przyroda nie zna sentymentów.
Nic ją nie obchodzi czy jest zimno, przyjemnie, czy nieprzyjemnie. Czy zachwycasz się pięknym widokiem i ogrzewasz skórę w promieniach słońca, czy też zapadasz się w bezdenny smutek, nie widzisz wyjścia z sytuacji ani sensu istnienia. 
Czy jesteś zdrowy czy chory. 
Czy twoim doświadczeniem są narodziny. Czy też śmierć.
Przyroda po prostu jest.
I trwa.
Nie posiada opinii, preferencji. 
Nie porównuje, nigdzie nie dąży.
Nie jest też okrutna.
Ani miłująca.
Jest życiem. 
I tyle.
Życie jest Mądrością, która jest przed wszystkim.
Filozofowie, mędrcy, naukowcy, świecą przy niej bladym sztucznym światłem żarówki. 
Życie jest palącą jasnością słońca, czarną bezksiężycową nocą, mrozem Syberii, rozpalonym piaskiem Sahary, wilgocią tropikalnego lasu i potężną wodą oceanu.

Życie swoim milczącym jestestwem daje świadectwo, które jest 
w y s t a r c z a j ą c e.

Pozostaje zamilknąć.

Poddać dzianiu.

Pokłonić nisko.

Wilgotnymi oczami, doświadczać roztapiania ciała w ogniu miłości.

… jak to serce mocno bije …

… jak to życie mocno żyje …


wtorek, 20 grudnia 2016

po co tutaj jestem?

Nie po to, żeby było mi przyjemnie, bo jak jest przyjemnie to i nieprzyjemnie będzie.
Każdy raj zamieni się w piekło. Każde piekło w raj.

Od kilku dni przebywam w willi o niezwykłym pięknie, na Bali, w cieple i rozkoszach, wśród śpiewu ptaków. Codziennie pływam w ciepłej wodzie, jestem masowana, dostaję jeść, zmieniają mi pościel, sprzątają, dbają o każdą potrzebę.
Dziś rano zobaczyłam zranionego wróbelka na drodze z domu. Pochylał główkę i chował pod skrzydełkiem. Ile mu jeszcze zostało życia?
Wczoraj, podczas ciepłej burzy, w sali o wystroju pałacu, odkryłam na posadzce martwą ważkę. Mrówki nie zdążyły się dobrać do jej martwego ciała. Jeszcze niedawno musiała być żywa, latała po okolicy mieniąc się kolorami. 

Wszystko przemija, zmienia się ciało, zmieniają się okoliczności. Można by popaść w rozpacz i depresję. 
Albo zacząć żyć tak jakby nie było jutra. Jakby nawet kolejna minuta życia nie była nam gwarantowana.
Bo nie jest.

Dlaczego zatem tkwić w miejscu, w którym nie chcemy być? Mówienie, że nie wiemy czego chcemy jest nieprawdą. Każdy z nas doskonale to wie. Myślimy tylko, że mamy dużo czasu przed sobą. Że możemy poczekać chwilę, coś przerobić, uzdrowić, zaopiekować się kimś, byle nie sobą. Wymyślamy niezliczoną ilość przeszkód.
Czyżby? Czyżbyśmy naprawdę mieli tyle czasu?
I czy wraz z decyzją, że nie zajmiemy się teraz sobą, tyko światem, innymi, będziemy się martwili, oceniali, analizowali, odkładali na później,  nie dajemy światu sygnału, że nie jesteśmy ważni, nie zasługujemy na to co dobre? 
Czy naprawdę, z ręką na sercu, możemy powiedzieć, że mamy na to czas?
Decyzja o pozostawieniu siebie, kreuje przyszłość. Każda rzecz, którą robisz teraz, energia którą wysyłasz w świat, jest sygnałem dla Wszechświata. “A więc to tak? Chcesz poczuć jak to jest mówić sobie nie? Proszę bardzo, dam Ci taki świat jaki sam wykreowałeś.” 
Wszechświat robi to z Miłości.
Tak bardzo Cię kocha, że pokazuje na niezliczoną ilość sposobów: oto kim jesteś.

A więc po co? Po co tutaj jesteś Kochanie?
Co Cię pasjonuje? 
Za czym tęskni trzon Twojego Istnienia? Twoje gorące żywe serce?

Nie odkładaj na później życia.
Ono nie dzieje się później.
Nie dzieje się jutro, ani nawet za sekundę.
Dzieje się w tej chwili.
I to od Ciebie zależy czy Twoje życie będzie celebracją, tańcem z miłości do wszystkiego, orgazmem, czy też odwracaniem twarzy od siebie, zaciskiem, napięciem, bólem …
Tak i tak jest w porządku, życie nie ocenia, nie dzieli. 
Nic je nie obchodzi.

Życie jest przejawem Miłości.

Rozpoznajesz Siebie?